Soft Cinnamon Rolls.

„Nie jest konieczne, byś wychodził z domu. Pozostań przy stole i słuchaj. Nawet nie słuchaj, czekaj tylko. Nawet nie czekaj, bądź całkiem cicho i sam. Świat sam się przed tobą odsłoni, nie może być inaczej, będzie się wił przed tobą w ekstazie”. Franz Kafka „Nowele i miniatury.„*

Czytaj więcej

Maślane rogale śniadaniowe.

Już po raz drugi. Ale tym razem z filmem instruktażowym. Sytuacja jest nadzwyczajna. Domowe wypieki w cenie. Trochę się wpakowałam, nie powiem. Za pierwszym razem chciałam moim chłopakom zrobić frajdę. Zjedli wszystkie tego samego dnia i pytali, gdzie reszta. Musiałam powtórzyć następnego i tak już codziennie.

Czytaj więcej

Spiralna brioszka z czekoladą.

  Piątek po południu. Wychodząc z biura  odpalam Trójkę na telefonie. Będzie mi grała w drodze do domu. Ewentualne przestoje osłodzi mi redaktor Wałkuski. Kiedy wejdę do domu, głowa zacznie mi ciążyć od tony pomysłów, projektów i planów na weekend. Zbyt ambitne podejście do tematu może oznaczać silne przeciążenie i lekki dołek w niedzielny wieczór…

Czytaj więcej

Koffiebroodjes.

Zawsze chciałam je upiec. Bo to takie miejscowe przysmaki, którymi lubiłam być częstowana, ale sama bym ich w cukierni nie kupiła. (Ma człowiek zasady – jeśli może coś upiec samemu w domu – to po co kupować?) Trochę wody upłynęło, ale w końcu – przyszła koza do woza 😉 I oto są. Zapraszam. Staram się…

Czytaj więcej

Jagodzianki. Najlepsze.

Wybaczcie proszę tę monotematyczność. Ale kiedy na ryneczku widzę jagody, nie mogę się opanować. Kiedy zaś zjadam kolejną bułeczkę, mówię sobie – to tylko raz w roku… I jeszcze – w końcu – wybiegam to przecież. Takie to moje letnie guilty pleasures. No nic na to nie poradzę. Nie dam rady 😉

Czytaj więcej

Chałka.

Pamiętam i wspominam z zakręcającą łezkę w oku nostalgią czasy, gdy mieszkaliśmy jeszcze w Polsce, dzieci były maleńkie (i było ich mniej ;-), jak czekało się na majowe weekendy. To zawsze był czas do odwrotu, w stronę morza. I pewnie, trzymało się kciuki za ładną pogodę, ale nie była ona niezbędna. Tak niewiele było trzeba.

Czytaj więcej

Wyjątkowe drożdżowe.

Pamiętam do dzisiaj moje pierwsze drożdżowe próby. Bywało lepiej lub gorzej. Ta najgorsza wersja to były bułki pszenne rzucane … (o ścianę, dodam). Były twarde jak kamienie. Takie „sukcesy” potrafią zniechęcić na długo. Dopiero prowadzenie blogu wymusiło na mnie stawienie czoła temu wyzwaniu.

Czytaj więcej