środa, 25 stycznia 2017

Holenderska zupa musztardowa.




- Wydaje mi się mamo, że zimą zasypiam bardzo szybko. Chyba w jedną minutę, wiesz? - słyszę od synka pierwszego (lat 13 i 3/4). Nie sposób się z nim nie zgodzić. W jednej chwili rozmawia ze mną. w drugiej - słyszę jak chrapie za moimi plecami. Nie przeszkadza mu światło ekranu, zasypia w kilka kliknięć.

Mam takie poczucie, że wciąż za tymi naszymi dzieciakami ganiamy. Całe nasze życie, od momentu ich narodzin: do łóżeczka nocą, na czworakach, by nauczyć je raczkować, w piaskownicy, by nie najadły się nie wiedzieć czego, nad brzegiem basenu, w basenie, wokół nocnika, do przedszkola i z, na wywiadówki, na trening i z treningu też, na przedstawienie, mecz, judo, hokej, z gitarą lub fletem (bo zapomniał), na ksero, po blok miniaturowy tuż przed zamknięciem sklepu, strój na w-f, do kumpla i wreszcie - by w końcu poszedł spać, umył zęby, wstał, posprzątał, wyszedł, przyszedł, nie wychodził najlepiej wcale. Na jakim to etapie jesteśmy teraz? Bieganiny między pokoleniami. A jak to synku zrobić, żeby.... Pokażesz mi? Nauczysz mnie? Wytłumaczysz? Jak leciał ten kawałek, córeczko?

Męczące ostatnio jakoś szczególnie to bieganie... A może wszystkie te żale i brak energii, weźmie na siebie styczeń? Oby!

Jeżeli lubicie zupy i szukacie szybkich rozwiązań - ta jest idealna. Z dodatkami może być podana gościom. Ja, wielbicielka musztard, ją uwielbiam. Może i Wy ją polubicie?


Holenderska zupa musztardowa 

Składniki: (na 2 porcje)
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
1/2 litra bulionu (może być warzywny)
2-3 łyżki musztardy (można użyć francuskiej, kremskiej, ziołowej – osobno lub kilka rodzajów)
150 ml śmietany 20 %
1 żółtko (opcjonalnie)


Ponadto:
sól, pieprz, sok z cytryny, cukier/miód 


Przygotowanie:
1. W garnku rozpuszczamy masło, dodajemy mąkę i mieszając podsmażamy lekko rumieniąc zasmażkę.
2. Wlewamy zimny bulion. Mieszamy, aby nie utworzyły się grudki. Gotujemy na małym ogniu przez 10 minut, zupa powinna zgęstniec.
3. Do zupy dodajemy po łyżce musztardę, wedle uznania i smaku i podgrzewamy jeszcze 2 minuty.
4. Do garnka wlewamy śmietanę, w której rozrobiliśmy żółtko, mieszamy, doprawiamy wedle uznania, zdejmujemy z ognia.
5. Podajemy z chipsami z jarmużu i pieczonymi ziemniakami/batatami.




Smacznego!
















piątek, 20 stycznia 2017

Tarta migdałowa z pomarańczą.





Zasadniczo, nie mam powodów do narzekań… Cud-mąż nie od parady ma swój przydomek. (Gdyby ktoś pytał – mój to - Zosia-Samosia). Mam więc Ci ja męża, co prasuje sam swoje koszule i inne t-shirty. W ten sposób, każde z nas ma swoje wszystko na głowie.


Nie powinnam się więc dziwić, gdy oto pewnego dnia wracam z pracy, a mąż, cały w skowronkach, (dałabym sobie głowę uciąć, że i z lekkim rumieńcem na twarzy) oświadcza – Kupiłem nam żelazko!

- Ale jak to? Tak bez uzgodnienia ze mną??? Mam nadzieję, że nie tego steamera??? (zapytałam, mając na uwadze jego ostatnie gadżeciarskie fascynacje)

- Nie… - odparł z lekkim ociąganiem (chciałaby dusza do gadżeciarskiego nieba…)

Słowo się rzekło, żelazko kliknięte, zamówienie krążyło już gdzieś w wirtualnych czeluściach e-commerce.

I oto nadszedł ten dzień. Tadaam! Pokaźnych rozmiarów karton z blikiem nowości rozsiadł się w salonie. Najwyraźniej nie nadszedł jeszcze jego czas, bo dopiero 2 dni później nadejsza chwila wielkiego comming out.

Nie będę opowiadała ze szczegółami tej historii, by nie przedłużać. Cud-mąż chwycił pod pachę koszul spory zapas (podejrzewam, że przygotowywał się na ten moment już od jakiegoś czasu) i skierował swe kroki w stronę salonu. Miałam świetną miejscówkę – mezzanina tuż nad salonem, nie było sensu szukać innych czatowni (poczułam się nagle jak amator birdwatchingu). 

Żelazko ze stacją parową – czyli nowa zabawka mojego męża sapała, pipała i w ogóle była/jest głośna. Cud-mąż jednakowoż zachwycony (i tym razem bez wątpienia w rumieńcach). Mój James Bond prac domowych i innych zagnieceń powierzchni gniecących się, no naprawdę…

I tylko ja, głupia, miast cieszyć się – w konsternacji. Z powodów, które trudno zwerbalizować, myślę jednak, że wyczuwacie ich klimat.

Dziś polecam Waszej uwadze pyszną tartę z pomarańczami i kremem z serka philadelphia. Bardzo aromatyczną, wilgotną i mocno pomarańczową. To ciasto z serii tych, wywołujących reakcję Mmmhhmmmm...! tuż po pierwszym kęsie.

Pięknego weekendu, Kochani!






Tarta migdałowa z pomarańczą


Składniki:

Na ciasto:

90 g mąki plus dodatkowo do wysypania foremki
100 g mielonych migdałów
2 łyżki świeżo startej skórki z pomarańczy (z 1-2 owoców)
120 g cukru (może być trzcinowy)
½ szkl. oleju
2 duże jajka w temperaturze pokojowej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
3 łyżki (45 ml) soku z pomarańczy
80 ml (1/3 szkl.) maślanki lub jogurtu naturalnego

Ponadto:
1 łyżka cukru pudru
1/3 szkl. (80 ml) soku z pomarańczy

Na krem:
1 łyżka soku z pomarańczy
250 g serka philadelphia w temperaturze pokojowej
1 szkl. (120g) cukru pudru
60 g masła w temperaturze pokojowej
2 łyżki świeżo startej skórki z pomarańczy (z 1-2 owoców)

Przygotowanie:
1. W misce palcami łączymy posiekaną drobno skórkę z pomarańczy z cukrem. Dzięki temu skórka zmięknie i uwolni maksymalną ilość cytrusowej esencji.
2. Dodajemy olej, mieszamy na gładko. (Do tego momentu wykonujemy pracę bez użycia miksera).
3. Uzyskaną masę przelewamy do misy miksera. Dodajemy po 1 jajku, cały czas mieszając, aż do uzyskania gładkiej masy.
4. W osobnej misie łączymy suche składniki. W kolejnej maślankę z 2 łyżkami soku pomarańczowego.
5. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
6. Do masy jajecznej dodajemy na przemian suche składniki i maślankę, zaczynając i kończąc na suchych składnikach.
7. Foremkę na tartę o średnicy 24 cm smarujemy masłem, wysypujemy mąką, wylewamy do niej ciasto, wygładzamy jego powierzchnię, stukamy jej spodem o blat, żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza. Pieczemy 20-30 minut lub do suchego patyczka.
8. Przygotowujemy syrop. Łączymy cukier z sokiem mieszamy, aż się rozpuści.
9. Ciasto nakłuwamy wykałaczką i nasączamy syropem. Pozostawiamy do wystygnięcia.
10. Przygotowujemy krem. Masło, cukier i skórkę umieszczamy w misie miksera, ucieramy do uzyskania puszystej, jasnej masy. Cały czas ubijając dodajemy porcjami serek.  Powstały krem układamy na tarcie, dekorujemy wedle uznania.



Smacznego!

wtorek, 17 stycznia 2017

Granola bananowa.



Uff... Blue Monday za nami. Reszta roku nasza. Szczerze powiedziawszy, pojęcia nie miałam, że coś takiego istnieje. I, że tak trudnym jest przeżyciem. Potrzeba kategoryzowania, nazywania wszystkiego - a przez to unifikowania i upraszczania, nie przestaje mnie zadziwiać. 

Jednocześnie, spieszę donieść, że cud-mąż wyzdrowiał był i do dobrej formy wraca, co znaczy, ni mniej ni więcej: koniec Smurfa Marudy w moim łóżku. Są za to 2 koty, które nie bardzo za sobą przepadają, mówiąc oględnie. Szczęśliwie, jeden z nich odnalazł się jednak tydzień temu i choć, być może, nie zamierzał ujawniać się i pozostać w swoim nowym domu, zdradziło go ogłoszenie w miejscowym sklepie Chat trouvé! Człowiek jedzie, frunie jak na skrzydłach odzyskać kociaka, a ten tu udaje, że cię nie zna i wrócić z tobą do domu nie ma najmniejszego kociego zamiaru. W domu samym zachowuje się tak, jakby był tu pierwszy raz w swoim życiu. Czy koty mogą mieć amnezję? Albo inaczej - Widział kto takiego FOCHA???

Waszej uwadze polecam dziś bananową granolę. Bardzo aromatyczną, chrupiącą, zdrową i fit, miód malina. Mogłabym się założyć, że większość z Was ma wszystkie potrzebne do jej przygotowania skłądniki pod ręką, w kuchennej szafce. To co? Spróbujecie? Polecam gorąco!



Granola bananowa

Składniki:
250 g płatków owsianych*
1 banan
1 łyżka miodu**
1 łyżka oleju kokosowego
10 łyżek soku pomarańczowego
100 g słonecznika
75 g orzechów włoskich
duża szczypta soli

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 150 stopni. 
2. Blachę wykładamy papierem do pieczenia.
3. Banana rozgniatamy widelcem na gładko.
4. W garnuszku rozpuszczamy miód, olej z okiem, lekko podgrzewamy. Dodajemy rozgniecionego banana, łączymy.
5. Orzechy sparzamy wrzatkiem, siekamy. 
6. Do platków w misce dodajemy sól, masę bananową, orzechy i słonecznik. Dokładnie mieszamy. 
7. Równomiernie wykładamy na blachę. 
8. Pieczemy 25 minut z nawiewem, mieszając w tym czasie 2 razy i jeszcze 15 minut bez nawiewu.
9. Granola po wyjeciu z piekarnika powinna być już zarumieniona i lekko miękka - stanie się chrupiąca podczas stygnięcia.

*używam płatków owsianych bezglutenowych 
**można zwiększyć ilość miodu, bo granola nie jest zbyt słodka. Ja jednak wolę dodać miodu tuż przed podaniem, z jogurtem i owocami, by niepotrzebnie nie tracić jego dobroczynnych właściwości. 



Smacznego!

piątek, 13 stycznia 2017

Tagliatelle romanesco z sosem cytrynowym.



Kto miał już do czynienia z taką jednostką chorobową jak chorujący facet, ten zapewne zna sytuacje przytoczone poniżej. A kiedy jeszcze samemu jest się chorym, ciężko jest, oj ciężko, znosić je ze spokojem i cierpliwością. Ja rozumiem, w zdrowiu i w chorobie, ale HELLOŁ? nie na takie chorowanie się umawialiśmy...

- Ta woda była taka zimna*, że dostałem dreszczy. Aż trzustka mi zadrżała. Zadzwonię do mamy i powiem, że dałaś mi zimną wodę aż dostałem dreszczy na trzustce!

- Mam zapalenie połowy płuca, ale wyjdę z tego żywcem**.

- Wydaje mi się kochanie, że wcale mnie nie leczysz! Jesteś w zmowie z naszą lekarką!*** Pozwól mi chociaż ostatni raz zobaczyć nasze dzieci!

- To podać Ci ten komputer, czy nie? - pytam.
- Tak, ale taki bez wirusa, żeby nie spowodować komplikacji.

- Słoneczko? - słyszę z góry.
- Nie ma mnie - odpowiadam.
- Umieram!

- Ja chyba mam też RLS!****

*woda do popicia tabletek
**fragment rozmowy z rzeczoną mamą
***a lekarkę rzeczywiście chyba zmienimy
****Zespół Niespokojnych Nóg - tak to się chyba nazywa?



Tagliatelle, romanesco i sos cytrynowy

Składniki:

Na sos:
sok i skórka otarta z 1 cytryny
500 ml słodkiej śmietany
4-5 łyżek masła (najlepiej klarowanego)
do smaku: musztarda, miód, sól

Ponadto:
romanesco
500 g tagliatelle
platki migdałów
parmezan

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy sos. Na petelni rozgrzewamy 1 łyżkę masła. Dodajemy skórkę cytrynową. Mieszamy, pozostawiamy tak do lekkiego przyrumienienia. Dodajemy musztardę (na początek ok. 1 łyżeczkę) i sok z połowy cytryny, pół łyżeczki miodu, śmietanę i pozostałe masło, mieszamy dokładnie, redukujemy. W razie potrzeby dodajemy jeszcze soku z cytryny, miodu i musztardy, doprawiamy solą wedle uznania.
2. Romanesco myjemy i dzielimy na mniejsze, mniej więcej równej wielkości różyczki. Wrzucamy do garnka z osoloną, gotującą się wodą. Gotujemy 5 minut, tak aby zachował kruchość. Zachowujemy wodę z gotowania Przelewamy na sitku zimną wodą. Odstawiamy. 3. Makaron gotujemy al dente w wodzie po romanesco. Przekładamy do sosu, dokładnie mieszamy, posypujemy romanesco, uprażonymi płatkami migdałowymi i parmezanem, podajemy.  

Smacznego!

wtorek, 10 stycznia 2017

Babka grejfrutowa.



Kilka lat temu zrezygnowałam z robienia noworocznych postanowień. Oczywiście, pokusa stawania się lepszym, wytyczania sobie celów, drzemie w tyle głowy zawsze. Ale na początku roku odczuwam głównie niepokój, coraz bardziej świadoma tego, jak wiele spraw może pójść nie tak, wbrew naszym oczekiwaniom czy staraniom. I może to mnie powstrzymuje i zatrzymuje na stanowisku obserwatora?

Taka zachowawczość zazwyczaj mi mija w miarę upływu tygodni. Zabieram się do działania, otrząsając z ramion resztki sceptycyzmu i snuję plany. Tymczasem zapadam w rodzaj letargu, spokojnej kontemplacji gromadząc energię, której zapasy, duże zapasy będą mi z pewnością potrzebne. Najlepszym dowodem chwilowej zapaści jest tekst, który właśnie czytacie. Wybaczcie. Jeszcze rano miałam sporo zapału. Teraz, blisko północy, kiedy deszcz dzwoni w szyby, opróżniam kieszenie z resztek optymizmu. I wiecie co? Nic. Może sen przyniesie nowe. Na pewno. Czego Wam i sobie życzę.

Ta babka jest naprawdę wyśmienita. Aromatyczna, lekka, puszysta, po prostu cudo. W głowie przygotowuję już kolejne wersje smakowe. Na pierwszy ogień pójdzie wersja z bergamotką. Polecam gorąco!






Babka grejfrutowa

Składniki:
190 g mąki plus dodatkowo do wysypania foremki
2 łyżki świeżo startej skorki z grejfruta (z 1-2 owoców)
100 g (1/2 szkl.) białego cukru
95 g (1/2 szkl.) ciemnego cukru
½ szkl. oliwy z oliwek
2 duże jajka w temperaturze pokojowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
¼ łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli
2 łyżki (30 ml) soku z grejfruta
80 ml (1/3 szkl.) maślanki lub jogurtu naturalnego

Na syrop:
2 łyżki cukru
1/3 szkl. (80 ml) soku z grejfruta

Na lukier:
2 łyżki (30 ml) soku z grejfruta
1 szkl. (120g) cukru pudru

Przygotowanie:
1. W misce palcami łączymy posiekaną drobno skórkę z grejfruta z dwoma rodzajami cukru. Dzięki temu skórka zmięknie i uwolni maksymalną ilość cytrusowej esencji.
2. Dodajemy oliwę z oliwek, mieszamy na gładko. (Do tego momentu wykonujemy pracę bez użycia miksera).
3. Uzyskaną masę przelewamy do misy miksera. Dodajemy po 1 jajku, cały czas mieszając, aż do uzyskania gładkiej masy.
4. W osobnej misie łączymy suche składniki. W kolejnej maślankę z 2 łyżkami soku grejpfrutowego.
5. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
6. Do masy jajecznej dodajemy na przemian suche składniki i maślankę, zaczynając i kończąc na suchych składnikach.
7. Foremkę o wymiarach 12 x 25 cm smarujemy masłem, wysypujemy mąką, wylewamy do niej ciasto, wygładzamy jego powierzchnię, stukamy jej spodem o blat, żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza. Pieczemy 45 minut lub do suchego patyczka.
8. Przygotowujemy syrop. Cukier z sokiem przekładamy do garnuszka i podgrzewamy do momentu, aż się rozpuści.
9. Wyjmujemy ciasto z foremki i przekładamy na kratkę. Nakłuwamy wykałaczką i nasączamy syropem. Pozostawiamy do wystygnięcia.
10. Przygotowujemy lukier. Rozcieramy cukier z sokiem do uzyskania gładkiej masy. Polewamy ciasto.


Uwagi:
1. Użyłam tylko cukru brązowego w ilości 140 g.
2. Następnym razem oliwę zastąpię olejem o neutralnym smaku. Jak dla mnie smak oliwy był zbyt odczuwalny i prawie zdominował główny smak babki.  
3. Ilość soli zmniejszyłam o połowę.
4. Użyłam jogurtu naturalnego, gęstego 2%






Przepis pochodzi z książki Deb Perelman "Smitten kitchen czyli Nowy Jork na talerzu"

Smacznego!

wtorek, 27 grudnia 2016

10 filmów na świąteczną przerwę.



"Witaj, miłości" ("Lovely, still")
reż. Nicholas Fackler
USA, 2008


"Wielkie oczy" ("Big eyes")
reż. Tim Burton
USA, 2015


"Slow west"
reż. John Mclean
Wlk. Brytania, Nowa Zelandia 2015


"Z dala od zgiełku" ("Far from the Madding Crowd")
reż. Thomas Vinterberg
Wlk. Brytania, USA 2015


"Dzika droga" ("Wild")
reż. Jean-Marc Vallée
USA, 2014


"Suite française"
reż. Saul Dibb
Wlk. Brytania, Francja, Belgia 2014


"Była sobie dziewczyna" ("An education")
reż. Lone Scherfig
Wlk.Brytania 2009


"Gangster" ("Lawless")
reż. John Hillcoat
USA, 2012


"Ratując pana Banksa" ("Saving Mr. Banks")
reż. John Lee Hancock
Australia, Wlk. Brytania, USA 2013


"Pokuta" ("Atonement")
reż. Joe Wright
Wlk. Brytania, 2007 
          

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych świąt!



Kochani! W tym roku chciałabym Wam życzyć, aby dni, na które tak czekamy przez cały rok, były naprawdę wyjątkowe. Niech przyniosą Wam radość, otuchę, szczęście i duuuuuużo miłości. Niech piękne chwile, które się wydarzą nas wzbogacają i czynią lepszymi. Wbrew prognozom, pogodzie, sporom, waśniom - Niech będą Cudowne, bo cud się przecież wydarzy :-)

Dziękuję Wam za Waszą tutaj obecność, wszystkie komentarze, listy i wsparcie - które bardzo wiele dla mnie znaczą.

Przyjmijcie proszę te życzenia ode mnie i całej mojej rodziny (w pewnym sensie, my wszyscy jesteśmy twórcami Addio).

Uśmiechamy się do Was najszerzej, jak tylko się da, posyłając moc dobrych myśli i te życzenia :-)

Anna

środa, 21 grudnia 2016

Tort makowy z musem żurawinowym.



Dzień dobry, Kochani. To ostatni przepis świąteczny w tym roku. Naprawdę wyjątkowy tort makowy. Polecam gorąco!


Tort makowy z musem żurawinowym

Składnik:

Na ciasto:
150 g maku
50 g wiórków kokosowych
100 g drobnego cukru
100 g posiekanych migdałów bez skórki*
100 g migdałów mielonych
8 białek
4 żółtka (pozostałe 4 żółtka zużyjemy do kremu)

Na krem do przełożenia:
250 g mascarpone
300 ml śmietanki 36 %
45 g czekolady deserowej
3 łyżki cukru pudru

Na warstwę żurawinową:
340 g żurawiny (może być mrożona)
¼ szkl. wody
3 łyżki cukru

Na krem do dekoracji:
55 g czekolady deserowej
250 g krówki lub lepiej – dulce di leche
75 g śmietanki 36 %

Do nasączenia:
½ szkl. herbaty
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżeczka miodu

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy ciasto. Dokładnie ubijamy białka mikserem. Dodajemy cukier, dalej ubijając. Następnie żółtka. Na końcu resztę sypkich składników. Mieszamy drewnianą łyżką. Przelewamy do foremki o średnicy 22 cm wysmarowanej masłem. Pieczemy przez ok. 30-40 minut w 170 stopniach bez nawiewu. Pozostawiamy do wystygnięcia.
2. Całkowicie wystudzone ciasto przekrajamy na 4 równej wielkości blaty, które nasączamy.
3. Przygotowujemy mus żurawinowy. Zalewamy woda żurawinę, dodajemy cukier, mieszamy i gotujemy do momentu, aż owoce się rozpadną. Miksujemy i przecieramy przez sitko, odstawiamy.
3. Przygotowujemy krem do przełożenia. Rozpuszczamy w kąpieli wodnej czekoladę z 50 g śmietanki. Studzimy. Resztę śmietanki ubijamy do momentu zwiększenia objętości. Dodajemy partiami mascarpone i na końcu rozpuszczona czekoladę, mieszamy delikatnie tylko do polaczenia. Odstawiamy.
4. Przygotowujemy krem do dekoracji. W kapieli wodnej rozpuszczamy czekolade ze śmietanką. Dodajemy krem krowkowy, mieszamy do polaczenia. Odstawiamy.
5. Na pierwszym blacie rozsmarowujemy 1/3 kremu do przelozenia, przykrywamy go drugim blatem, na którym rozsmarowujemy ½ musu żurawinowego, przkrywamy go trzecim blatem, który pokrywamy kremem, nakładamy ostatni blat, którego wierzch pokrywamy pozostałym musem. Caly torcik pokrywamy kremem krowkowym. Dekorujemy wiórkami czekolady.



niedziela, 18 grudnia 2016

Pierniczki 2016.


To był bardzo pracowity sezon pierniczkowy. Poniżej znajdziecie jego podsumowanie w postaci rożnych inspiracji do dekorowania pierniczków. Podstawowy przepis na pierniczki znajdziecie tutaj. Jest idealny dla pierniczków foremkowych i stempelkowych. A pierniczki smakują fenomenalnie, szczególnie, jeśli do ich wypieku użyjemy domowej przyprawy piernikowej.

W tym roku postanowiłam udekorować pierniczki także czarnym lukrem. Zdecydowanie zyskują na elegancji i są bardzo inne. Nanizałam także sporą ich część na sznurki, które można powiesić na przykład w dziecięcych pokojach, jako ozdobę. Istnieje ryzyko, że będą znikać w niewytłumaczalnych okolicznościach, ale to za sprawą tych samych podjadaczy, którzy na choince pozostawiają dla niepoznaki papierki od cukierków. A tak przynajmniej nie ma kłótni i niespodzianek...

Tutaj znajdziecie jeszcze poradnik dekorowania pierniczków. Polecam gorąco wszystkim początkującym w tej dziedzinie.

W tym roku przygotowałam dla Was jeszcze pyszny tort makowo-karmelowy, ale to już w następnym wpisie. A zatem - do następnego!






















zBLOGowani.pl
Smacznego!

wtorek, 13 grudnia 2016

Princeton gingersnaps. Pyszne kruche pierniczki.



Z widzenia znamy się dobrze, dzielimy ten sam korytarz, wydeptując te same ścieżki z przystankami na "Bonjour" przy niektórych biurach. Właściwie ze sobą nie rozmawiamy, bo spontaniczny i życzliwy uśmiech potrafi czasami przekazać o wiele więcej. Aż tu pewnego dnia spotykamy się przy windzie, jedziemy tym samym metrem, zmierzamy w tym samym kierunku. I mamy okazję porozmawiać.

O przeprowadzce, która napawa przerażeniem i wzbudza coraz więcej wątpliwości, o nierzetelnej ekipie remontowej, ale przede wszystkim o małym chłopcu, który wciąż wierzy w Mikołaja. Mam wrażenie, że w rozmowach z ludźmi najpierw jesteśmy matkami, (kiedy już mamy dziećmi) a dopiero potem żonami, kobietami pracującymi. I to wizja synka, który pod wpływem kolegów z klasy wraca zapłakany do domu z pytaniem, czy to prawda, że Święty Mikołaj nie istnieje naprawdę, zaszkliła oczy matki.

Pamiętam jeszcze te właśnie rozmowy z naszymi dziećmi. Dylemat czy podtrzymywać magiczną, bądź, co bądź iluzję towarzyszył im zawsze. Ale kiedy w końcu trzeba było sobie te sprawę wyjaśnić ostatecznie, zwykliśmy mawiać, że Mikołaj istnieje. W dodatku – jest ich więcej. Bo żyje w sercu każdego z nas, każdego, który chce cos zrobić, cos ofiarować drugiemu, bo o nim myśli, bo rozumie jego potrzeby, bo chce mu okazać troskę, zainteresowanie… W takiego Świętego wierzę do dziś. I lubię się nim stawać (tym bardziej, jeśli nie muszę znosić niedogodności gryzącej poliestrowej brody na twarzy ni tłumaczyć się z obuwia na nogach). Powiecie, że to naiwne i że dziecinada. Może i tak. Ale to fajnie, że Świętym można byś każdego dnia, rozdając uśmiech, uwagę, podając dłoń, przez caluteńki rok…




Princeton Gingersnaps


Składniki:
2 łyżki świeżego, drobno posiekanego imbiru
1 łyżka posiekanego drobno imbiru kandyzowanego
272 g mąki tortowej
2 łyżeczki sody
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru w proszku
1 łyżeczka mielonych goździków
¾ łyżeczki soli
170 g miękkiego masła
200 g + 2 łyżeczki cukru
85 g melasy (można zastąpić miodem)
1 duże jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Ponadto:
4 łyżki cukru demerara do obtoczenia pierniczków

Przygotowanie:
1. Łączymy posiekany imbir kandyzowany i świeży, zasypujemy go 2 łyżeczkami cukru. Odstawiamy.
2. W oddzielnej misce mieszamy mąkę, sodę i przyprawy.
3. Ucieramy masło z cukrem i melasą przez ok. 3-4 minut. Dodajemy posiekany imbir, mieszamy. Dodajemy jajko i ekstrakt waniliowy, dokładnie łączymy.
3. Wsypujemy mąkę. Mieszamy tylko tyle, ile jest to konieczne. Przykrywamy folią, wstawiamy do lodówki na 2 godziny.
4. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
5. Formujemy kulki ciasta wielkości małych orzechów włoskich, obtaczamy w cukrze, układamy w odstępach na blasze wyłożonej papierem. Pieczemy około 15 minut. Studzimy na kratce.












Przepis pochodzi z ksiazki Dorie Greenspan "Dorie's Cookies" a znalazlam go tutaj
zBLOGowani.pl
Smacznego!