piątek, 29 lipca 2016

(Cynamonowy) Sernik z kruszonką i czerwonymi owocami.




Upiekłam go ostatnio trzy razy. Był już więc sernikiem na próbę, sernikiem urodzinowym i sernikiem imieninowym. Dopracowany jest więc w najmniejszym szczególe. Przed zabraniem się do pracy polecam lekturę Uwag, mogą się przydać.

Dobrego, Słonecznego weekendu, Kochani!



(Cynamonowy) Sernik z kruszonką i czerwonymi owocami 

Składniki:
Na kruszonkę i kruchy spód:
250 g mąki pszennej (najlepiej tortowej)
125 g masła dobrze schłodzonego
1 żółtko
25 ml wódki (dobrze schłodzonej – można zastąpić zimną wodą)
75 g cukru
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli

Na masę serową:
550 g twarogu lub sera na sernik
250 g mascarpone
2 jajka
1 łyżka mąki ziemniaczanej
150 g cukru pudru

Ponadto:
ok. 400 g mieszanych czerwonych owoców, choć mogą też być np. śliwki – należy je wówczas pokroić). Owoce mogą być świeże lub mrożone lub też i takie i takie, zależnie od dostępności
cukier puder do podania

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruche ciasto. Do dużej miski wsypujemy mąkę, wkładamy masło pokrojone na drobne kawałki. Wbijamy żółtko, wlewamy wódkę, wsypujemy cukier, cynamon i sól. Podszczypując czubkami palców łączymy, aż otrzymamy mieszankę o konsystencji kruszonki.
2. Połowę tak przygotowanej kruszonki odkładamy na talerzu do lodówki – powinna się dobrze schłodzić. Z reszty szybko zagniatamy ciasto.
3. Wałkujemy je i wykładamy nim formę o średnicy 22-24 cm. Nakłuwamy całe
ciasto delikatnie widelcem. Wstawiamy do lodówki na czas nagrzania piekarnika.
4. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 175 stopni.
5. Pieczemy ok. 15 minut, aż ciasto lekko się zazłoci.
6. W czasie, gdy ciasto się podpieka przygotowujemy masę serową. Wszystkie składniki umieszczamy w misie miksera i miksujemy tylko do uzyskania jednolitej konsystencji.

7. Masę serową wylewamy na podpieczony spód, wyrównujemy.
8. Posypujemy równomiernie owocami a następnie, na wierzchu – kruszonką.
9. Pieczemy ok. 50 minut. Sernik może się jeszcze minimalnie chybotać po tym czasie, ważne, aby kruszonka ładnie się upiekła. Sernik studzimy w foremce i schładzamy, najlepiej w lodówce, choć nie musimy go w niej przechowywać. Jeśli pieczemy go wieczorem, najlepiej smakuje następnego dnia rano – naprawdę warto się do tego czasu powstrzymać. 

Uwagi:
1. Do serników używam zawsze twarogu min. 30%, który sama mielę (lub, aby być precyzyjnym – miksuję na gładką masę w robocie).
2. Do przygotowania kruchego spodu i kruszonki również używam robota. Najpierw miksuję całość do uzyskania konsystencji kruszonki, odsypuję połowę, następnie miksuję dalej do momentu uzyskania jednolitego ciasta.
3. Cynamonowy – ujęłam w nawias, bo choć sama jestem wielką wielbicielką cynamonu wiem, że są tacy, którzy go nie trawią. Moim zdaniem smakuje tu idealnie, ale jeśli rzeczywiście ktoś nie lubi, niech go po prostu nie dodaje.
4. Zdjęcie poniżej to najlepszy dowód na to, że nie należy kroić ciepłego jeszcze sernika. Na Instagramie publikowałam ostatnio sernik, który już odstał swoje w lodówce. Tam widać go w pełnej krasie. Polecam sprawdzić, by ostatecznie nabrać ochoty ne jego upieczenie.


Smacznego!

środa, 27 lipca 2016

Lasagne bolognese albo jak nie bawić sie w strażaka.




Grzywka chmur przykrywa czoło słońca. Niby lato, niby nie-wiadomo-co. Chciałoby się odruchowo pokiwać głową, otrząsnąć się z tej przedziwnej aury, tymczasem pozostaje odliczać dni do urlopu. A tu jeszcze tyle do zrobienia… 


Czy Wy także porządkujecie różne sprawy, kiedy przychodzi lato? Dla nas to zawsze najlepszy czas na wszelakie porządki. Mam wrażenie jednak, że nigdy się nie nauczę. I zawsze, choć przecież już wiem, jak to bywa – rozpisuję sobie w głowie wiele projektów i projekcików do realizacji. (Zdarza się, że te niezrealizowane w poprzednim sezonie letnim naprawdę nie mogą już dłużej czekać… i robi się gorąco). I trudno z wszystkim zdążyć i jeszcze nacieszyć się wolnym popołudniem, wyjść do kina, wyjechać na weekend, nadrobić zaległości książkowe i filmowe lub zwyczajnie – polenić się choć 37 minut…
Co roku obiecuję sobie nie szaleć ze snuciem projektów, które -niezrealizowane w założonym czasie, psują mi potem humor i budzą frustrację, małą, bo małą, ale jednak. W tym roku prawdopodobnie również kilka z nich przepiszę do kalendarza na rok następny, ale mam w sobie większy spokój. Skupiam się na tym, co faktycznie udało mi się zrobić. I tym cieszyć – a nie frustrować niezrealizowanym. Jak się okazuje, o dziwo!, technika "przewróciło się, niech leży" może czasami przynieść pozytywne efekty, w postaci dobrego samopoczucia. Schylisz się później.
I wiecie, co? 
To chyba najlepsze rozwiązanie. Poza tym, by po prostu mniej planować już na starcie. 

Z rozrzewnieniem wspominam sobie w takich chwilach ten niedługi w sumie czas, kiedy nie pracowałam zawodowo, podopieczni jechali do dziadków, a ja miałam tyle spokoju i czasu na wszystkie projekty… Pamiętacie tekst o Indianinie w wytartych portkach? No właśnie. Do tamtych chwil mi się tęskni. 

Trzeba jednak być ze sobą szczerym. Nawet wtedy były sprawy i plany niezrealizowane. (Może to kwestia złej organizacji a może jest tak jak z pieniędzmi? Wydaje Ci się, że gdybyś zarabiał więcej, to na pewno więcej byś oszczędzał/zaczął oszczędzać/wreszcie pokonał debet?)
Są sprawy, które mogą poczekać i te, gdy zakładamy kask strażaka i biegniemy gasić pożary. (Sztuka utrzymania dobrostanu ściółki tak, by one w ogóle nie wybuchały – to naprawdę wielka sprawa).
Pomyślę o niej jutro.

W końcu – wreszcie mamy trochę czasu dla siebie.

Pamiętacie? Lasagne obiecałam ostatnio naszej córce wracającej z Chin. Pomyślałam w związku z tym, że może nadszedł wreszcie czas, by zmierzyć dokładnie ilości i proporcje, i opublikować w końcu przepis na blogu. Tak też się stało. To nie jest propozycja dla tych, którzy się spieszą. Ale warta jest tego zachodu, uwierzcie. Ja przygotowuję podwójną porcję sosu bolognese i część zamrażam w mniejszych pojemnikach, aby podawać z makaronem spaghetti lub z gnocchi (przepis znajdziecie tutaj). To zdecydowanie ulubione dania naszej rodziny, wszystkich jej członków i przyjaciół królika. Jeżeli przygotowujecie lasagne z gotowych płatów makaronu, szczególnie tych suszonych, należy je wcześniej pogotować we wrzątku przez 2-3 minuty. Polecam gorąco!




Lasagne bolognese

Składniki: na 6 porcji
Na sos bolognese:
1 kg mięsa mielonego (ja używam zawsze wołowego, dobre będzie również mieszane - wołowo-wieprzowe)
2 duże cebule (300 g)
2 marchewki (150 g)
2 łodygi selera (150 g)
3 łyżki suszonego oregano
1 łyżka suszonej bazylii
garść świeżego oregano
szczypta cynamonu
1 l 400 ml passaty pomidorowej (przecieru pomidorowego)
2-3 łyżki koncentratu pomidorowego
1 szklanka czerwonego wytrawnego wina
sól, pieprz

Na beszamel:
750 ml mleka
60 g mąki
60 g masła
duża szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz, do smaku 

Ponadto:
ok. 120 g tartego parmezanu lub grana padano

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy sos bolognese. Cebule obieramy, siekamy w dość drobną kostkę. Dusimy ma 1 łyżce oliwy.
2. Do zeszklonej cebuli dodajemy posiekaną drobno marchewkę i seler. Solimy, mieszamy, jeżeli trzeba podlewamy jeszcze odrobiną oliwy.
3. Przygotowane warzywa przekładamy do dużego garnka. Na tej samej patelni, partiami smażymy mięso, rozdrabniając je widelcem. Przekładamy do garnka z warzywami. Każdą porcję po usmażeniu lekko solimy i doprawiamy pieprzem.
4. Na tej samej patelni wylewamy wino, redukujemy krótko, jeżeli cukry z mięsa skarmelizowały się na patelni, staramy się je odzyskać, delikatnie zeskrobując drewnianą łyżką z powierzchni patelni. 
5. Wino przelewamy do garnka z mięsem. Dodajemy passatę. Stawiamy go na gazie i gotujemy pod przykryciem przez 1 godzinę, mieszając od czasu do czasu. W połowie gotowania dodajemy koncentrat i suszone zioła. Po tym czasie odkrywamy, próbujemy, doprawiamy. W razie potrzeby redukujemy jeszcze już bez przykrycia.
6. Zestawiamy z gazu, dodajemy posiekane świeże oregano. Mieszamy.
7. Przygotowujemy sos beszamelowy. W głębokiej patelni roztapiamy masło, dodajemy mąkę, mieszamy do powstania papki. Wlewamy zimne mleko, cały czas mieszamy, do momentu zgęstnienia. Następnie zmniejszamy gaz i gotujemy jeszcze 2-3 minuty, uważając, aby nie przypalić sosu. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
8. Na dno naczynia wylewamy odrobinę sosu bolognese, rozprowadzamy go łyżką. Układamy płat lasagne. Polewamy porcją sosu bolognese, beszamelowego i posypujemy parmezanem. Układamy jeszcze drugą taką warstwę, lub więcej, wedle upodobania.
9. Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni. Formę/foremki wstawiamy do piekarnika przykryte pokrywką lub folią. Pieczemy 30 minut pod przykryciem, po tym czasie zdejmujemy je i jeszcze podpiekamy przez kilka minut. Podajemy.

Lasagne

Składniki:
200 g semoliny
2 jajka

Przygotowanie:
1. Do zagłębienia w wysypanej na stolnicy semoliny wbijamy jajko, wyrabiamy. Jeżeli jest za suche, minimalnie podlewamy wodą, jest za mokre - semoliną.
2. Płaty wyrabiamy w maszynce do makaronu, partiami.


Smacznego!

piątek, 22 lipca 2016

Szybki gulasz z kurczaka w pomidorach.




Jeszcze dwa dni i wróci z Chin córka pierwsza. Nareszcie!
- Mamo! Od dwóch tygodni mówimy z Emily tylko o jednym!
(Ciuchy? Paznokcie? Faceci?) – pomyślałam.
- Jak tylko przyjadę zrób mi lasagne. Wiesz, taką Twoją… Tylko dużą porcję, na kilka dni przynajmniej, bo nie zamierzam jeść nic innego, kiedy wrócę! Plisss…
- Mówiłaś, że kuchnia chińska Ci smakuje?
- No tak, ale wiesz, człowiek chciałby w końcu zjeść coś normalnego!

Szykuje się zatem wekkend gotowania lasagne w hurtowej ilości. Ale tak się już cieszę, że dziecię powraca i stres o nią tam minie.

Polecam Waszej uwadze ten gulasz. Jest pyszny na letnie wieczory, kiedy w ciągu dnia, z powodu gorąca nie chce się jeść, za to wieczorem, wraz  z chłodem nadchodzi głód…







Szybki gulasz z kurczaka w pomidorach


Składniki: (na 4 małe porcje)
350 g filetów z kurczaka
350 g pieczarek (możliwie najmniejszych rozmiarów)
1 kg pomidorów
400 g młodych ziemniaków (możliwie najmniejszych rozmiarów)
sól, pieprz
szczypta kolendry, cynamonu, imbiru, kardamonu, gałki muszkatołowej, goździków, papryki słodkiej i ostrej
1 duża cebula
3 duże ząbki czosnku
pietruszka lub kolendra, posiekane, do podania


Przygotowanie:
1. Pomidory obieramy ze skórki (można tę czynność pominąć, jeśli nam potem te skórki nie przeszkadzają), kroimy w dużą kostkę. Sok powstały podczas krojenia zachowujemy.
2. Ziemniaki szorujemy dokładnie, jeśli są młode, gotujemy je w osolonej wodzie ze skórką. Jeśli to już nie sezon na młode ziemniaki, wybieramy te możliwie najmniejsze, kroimy w dużą kostkę i gotujemy w osolonej wodzie, uważając by ich nie rozgotować. Po ugotowaniu przelewamy zimną wodą i odstawiamy.
3. Siekamy drobno cebulę.
4. Szklimy cebulę na oliwie, dodajemy posiekany czosnek.
5. Filety z kurczaka myjemy, osuszamy dokładnie, posypujemy mieszanką przypraw (można to zrobić wcześniej) i przekładamy na patelnię z podduszoną cebulą. Smażymy.
6. Pieczarki oczyszczamy dokładnie ręcznikiem papierowym, jeśli są małe, dodajemy je całe do kurczaka, jeśli duże - kroimy na mniejsze kawałki. Mieszamy dokładnie.
7. Kiedy kurczak i pieczarki są już gotowe dodajemy pokrojone wcześniej pomidory. Mieszamy. Dusimy, aż sos zgęstnieje. Nie potrwa to długo – to kwestia maksymalnie kwadransa. Po tym czasie nasz gulasz próbujemy i doprawiamy w razie konieczności. Jeżeli sos będzie za kwaśny, dosładzamy go wedle uznania.
8. Dodajemy ugotowane wcześniej ziemniaki. Delikatnie mieszamy.
9. Posypujemy ziołami. Podajemy (u nas obowiązkowo z dużym kleksem kwaśniej śmietany).


Smacznego!

środa, 20 lipca 2016

Rasadaar salad.




Po powrocie do domu czuję się jak przemytnik. Przez francuską granicę, w nogawkach spodni, przewiozłam spore ilości piasku. Za uszami, we włosach, też swoje miałam. Wiozłyśmy ze sobą ekspres do kawy, wygodne buty, kubek (nie ruszam się bez mojego ulubionego, tak już mam) i kapelusz słoneczny (słownie – jeden, ale dałyśmy radę). (Na wszelki wypadek także stroje kąpielowe – choć osobiście nie wiem, do jakiego wypadku musiałoby dojść, byśmy rzeczywiście się wykąpały). I było cudnie.  


Ostatniego dnia naszej krótkiej weekendowej wyprawy położyłyśmy się po prostu na plaży i zasnęłyśmy, choć miałyśmy już wracać. I wszystko było nowe, inne. Dom z czasów Napoleona, lunapark pod oknem i plażę na horyzoncie. Karmiłyśmy się w zachwycie prawdziwymi francuskimi bagietkami (niech żyje gluten!), zacnym Bordeaux i przestrzeniami przeganianymi przez wiatr.  

W planach było moje ukochane Touquet-Paris-Plage. Stęskniłam się już za widokiem char à voile napędzanych wiatrem. Skończyło na Wimereux, Wissant, Cap-Gris-Nez (podaję na wypadek, gdybyście przejeżdżali kiedyś w okolicy). Opalowe wybrzeże ma swój urok. Poniżej znajdziecie kilka migawek z naszej wyprawy. 

Na publikację tego przepisu czekałam, aż nadejdzie sezon na paprykę. I choć nie przepadam za jedzeniem jej na surowo, w tym zestawieniu jest naprawdę wyjątkowa. Polecam gorąco.  

(melona możecie zastąpić arbuzem, gdy tego pierwszego nie ma pod ręką, też jest pysznie)



Rasadaar salad 

Składniki:
1 papryka czerwona
1 papryka żółta
1 papryka zielona
150 g melona Cantaloupe (mniej niż polowe, jeśli dodamy więcej, sałatka będzie mniej wytrawna)
4 łyżki gęstego jogurtu naturalnego niesłodzonego, typu greckiego
1 łyżka majonezu
4 łyżki posiekanych ziół – bazylii, kolendry lub pietruszki
sól, pieprz
1 łyżeczka soku z cytryny

Przygotowanie:
1.       Papryki myjemy, osuszamy, możemy je obrać, wedle uznania, pozbawiamy gniazd nasiennych, kroimy w kostkę.
2.      Melona pozbawiamy skórki, kroimy w kostkę.
3.      Jogurt łączymy z ziołami, majonezem i sokiem z cytryny. Doprawiamy.
4.      Paprykę i melona mieszamy w salaterce, polewamy jogurtowym sosem. Podajemy.













Smacznego!

piątek, 15 lipca 2016

Zupa z fasolką szparagową i bobem.





Ktoś napisał dziś rano na Instagramie o tegorocznym lecie. Smutne i przygnębiające. Ludzie giną w atakach, których częstotliwość się wzmaga, GB wychodzi z Unii, a i samego lata jakby nie było (przynajmniej w tej części Europy). Szaro i zimno.  


Trudno się z tym nie zgodzić.  

Piątkowy poranek zazwyczaj cieszy perspektywą weekendu, dziś jednak…  

Pamiętam, jak wczoraj przygotowywałam tę zupę. W jakże innych okolicznościach… Tak cieszyło mnie światło i soczystość kolorów, chciało się je pochłonąć i nasycić na zapas widokiem. Cieszył każdy szczegół, drobiazg i miauczenie kota. 

Dziś wszystko smakuje inaczej. (Jeśli zdolni jesteśmy do wysiłku przełykania.) 

To nie egzaltacja, raczej bliskość Francji (jeszcze dziś właśnie tam wyjeżdżamy na weekendowy odpoczynek) i przeżycia, które tu w Belgii tak niedawno miały miejsce. Trudno skupić się na czymkolwiek innym.  

Polecam Wam tę prostą, lekką, szybką i jakże letnią w charakterze zupę. Ma wyraźny cytrynowy smak i jest bardzo aromatyczna. Polecam gorąco!






Zupa z fasolką szparagową i bobem 


Składniki:
250-300 g fasolki szparagowej
garść obranego bobu
1 mała marchewka
1 l bulionu (u mnie warzywny, ale może być też drobiowy)
świeży koperek
sól, pieprz
1 jajko
sok z ¼ cytryny (lub ciut więcej, wedle smaku)
1 duży posiekany drobno ząbek czosnku
1 łyżka oliwy
1 łyżka klarowanego masła

Przygotowanie:
1.       Na oliwie i maśle delikatnie szklimy czosnek.
2.      Przekładamy doń umytą, osuszoną i pokrojoną fasolkę szparagową.
3.      Zalewamy bulionem. Gotujemy aż do momentu, gdy fasolką będzie miękka – lepiej żeby zachowała chrupkość niż była rozgotowana.
4.      W osobnym garnku gotujemy do miękkości bób. Następnie go obieramy i przekładamy do zupy.
5.      Dodajemy marchewkę pokrojoną we wstążki (lub w kostkę, zależnie od upodobań).
6.      W miseczce roztrzepujemy jajko z sokiem z cytryny.
7.      Zagotowaną i gotową do podania zupę zestawiamy z ognia. Cały czas mieszając wlewamy do niej roztrzepane jajko z sokiem z cytryny. Doprawiamy, w razie potrzeby.
8.      Przelewamy do talerzy, obficie posypujemy koperkiem.





Smacznego!

wtorek, 12 lipca 2016

10 filmów na niepogodę.





"Brooklyn"
reż. John Crowley
Wielka Brytania 2015

Kiedy wyjeżdżają podopieczni nagle okazuje się, że mamy do zagospodarowania kilka wolnych wieczorów. Letnie kino filmowe stało się w jakimś sensie jedną z naszych wakacyjnych tradycji. 

Dziś przygotowałam dla Was kolejne zestawienie filmowe, w sam raz na niepogodę, którą anonsują specjaliści.

Wśród nich filmy nielekkie, jak choćby mój faworyt w tej kategorii - "Droga do szczęścia", na podstawie genialnej powieści Richarda Yatesa (również gorąco polecam). Nie wracam często do tego filmu, nie ma takiej potrzeby. Na długo zapisuje się w pamięci. Podobnie jak "Dzikie historie", które obejrzałam kilka miesięcy temu w jednym z warszawskich kin. Kiedy patrzę na poniższe zestawienie przychodzi mi do głowy inny tytuł tego wpisu/zestawienia - Podróże filmowe. Zapraszam Was zatem w tę podróż po różnych stanach emocji i wielu szerokościach geograficznych. 




"Droga do szczęścia" ("Revolutionary road")
reż. Sam Mendez
Wielka Brytania, USA, Portugalia, Hiszpania 2008





"Pociąg do Darjeeling" ("The Darjeeling Limited")
reż. Wes Anderson
USA, 2007




"Kroniki portowe" ("The shipping News")
reż. Lasse Hallström
USA 2001





"Moja matka" ("Mia madre")
reż. Nanni Moretti
Francja, Niemcy, Wlochy, 2015




"Życie jak dom" ("Life as a house")
reż. Irwin Winkler
USA, 2001




"Jedz i pij, mężczyzno i kobieto" ("Eat Drink Man Woman")
reż. Ang Lee
USA, Tajwan 1994





"Dzikie historie" ("Relatos salvajes")
reż. Damian Szifron
Argentyna, Hiszpania 2014





"Ta nasza młodość" (While we're young)
reż. Noah Baumbach
USA 2014



"500 dni miłości" "500 Days of Summer"
reż. Marc Webb
USA 2009

cdn.

piątek, 8 lipca 2016

Ciasto marmurkowe mocha.



Z rozmowy telefonicznej z synkiem pierwszym:

ON
Miejsce: Obóz piłkarski.
Czas: Chwilę po obiedzie.

MATKA w pracy.

- Synku, jak Ci tam?
- Nie za dobrze... Czuję się oszukany.
- W jakim sensie? Dlaczego?
- Jedzenie miało być na najwyższym poziomie!

(Potwierdzam, sama słyszałam te obietnice)

- No tak. A nie jest?
- Ani razu jeszcze nie dostałem dokładki! Chleb skończył się w połowie obiadu i podają nam ketchup ze słodzikiem i gumą guar!

(No tak, dziecko biedne, zagłodzone, nie ma co jeść i z nudów czyta etykiety - w końcu, jak nie ma matki w pobliżu, ktoś musi to robić).

Chciałam mu przypomnieć, że trener prosił, żeby trzymał wagę, bo jest optymalna. (Przynajmniej przed wakacjami jeszcze taka była).

- Kiedy w końcu będę mógł zjeść cos niezdrowego?

(Tu cię mam!)

Rozmowę musiałam zakończyć obietnicą, że wkrótce będzie mógł zjeść McWrapa. Ale ten ketchup ze słodzikiem to chyba mi się dzisiaj przyśni.

Zapraszam Was dzisiaj na pyszne, wilgotne ciacho marmurkowe. Wystarczy wrzucić wszystkie składniki do misy miksera i pozwolić mu działać. W dodatku - chwilkę ledwie. Polecam gorąco!




Wilgotne ciasto marmurkowe mocha

Składniki:
Na ciasto:
1 łyżka mocnego espresso (lub 1 lekko czubata łyżka kawy instant rozpuszczonej w 1 łyżce
gorącej wody), ostudzone
200 g serka philadelphia (lub podobnego)
75 g polenty (cornmeal)*
125 g masła
225 g drobnego cukru
4 jajka
200 g mąki samorosnącej (lub zwykłej z 1 łyżeczką proszku do pieczenia i szczyptą soli)
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżeczki kakao

Na lukier espresso:
100 g cukru pudru
1 łyżka mocnej kawy espresso

*można zastąpić mąką kukurydzianą lub po prostu dodać więcej mąki

Przygotowanie:
1. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
2. Niewielką foremkę keksową (19 na 9 cm) lekko natłuszczamy i wykładamy papierem do
pieczenia.
3. Z serka philadelphia odejmujemy 1 łyżkę, którą wykorzystamy później do lukru.
4. Pozostały ser umieszczamy w misce wraz z masłem, polentą, cukrem, jajkami, mąką i sodą.
5. Ucieramy mikserem, aż składniki będą połączone.
6. Połowę masy przekładamy do innej miski.
7. Do pierwszej miski dodajemy ekstrakt z wanilii i mieszamy.
8. Do drugiej dodajemy kakao i ostudzoną kawę.
9. Przekładamy obie masy do przygotowanej foremki, nakładając łyżeczką obie masy na przemian, tak aby tworzyły szachownicę. Układamy w ten sposób kolejne warstwy (u mnie wyszły 3). Mieszamy delikatnie patyczkiem do szaszłyków, tworząc esy floresy.
10. Pieczemy ok 55 minut lub do suchego patyczka.
11. Pozostawiamy w foremce do wystudzenia.
12. Przygotowujemy lukier. Przesiany cukier mieszamy z kawą(zaczynamy od 2 łyżeczek,
gdyby lukier był za gęsty dodajemy resztę kawy) i serkiem. Mieszamy, aż lukier będzie gładki
a następnie rozsmarowujemy go na wierzchu ciasta.

Przepis pochodzi z bloga raspberries and cream.

W następnym wpisie kolejna dawka filmów godnych polecenia. Zapraszam wkrótce!




Smacznego!



środa, 6 lipca 2016

Pieczone ziemniaki z dipem serowo-czosnkowym.




Gołębie dokazują w czereśni sąsiada. W tym roku nie miała owoców, tak jak i nasza śliwa. Na wysokiej, dumnej wierzbie koncertują kosy. Na niebie marshmallowy chmur. (Dziś tak wiało, że może w końcu jutro uśmiechnie się do nas słońce?) Na stole w zasięgu ręki gra Trójka. Dziecię sąsiada, biedactwo, znowu ma kolkę. Płacze boleśnie i rytmicznie uspakajając się na kwadrans. (Dokładnie siedemnaście lat temu i nasza córka tak płakała, myśli wracają na Zielone Wzgórze, na progu Puszczy bukowej). Sięgam po zieloną herbatę w kubku przywiezionym z Portugalii przez tę samą córkę. (Która teraz śpi gdzieś bardzo daleko, po wyczerpującej wspinaczce po chińskim murze). Chłopcy na obozie futbolowym. A ja spełniam moje ciche marzenia, szeptane w myślach w chwilach największych stresów i wyścigów z codziennością, o spokoju, niezakłóconym sporami o internet, wśród tej ciszy przetykanej świergotem ptaków, wanilii chmur nad głową i płaczem dziecka, który jest jak kotwica.
Obiecywałam sobie, że odpocznę, poczytam, roztrwonię trochę czasu na drobne radości. I pewnie w końcu i tak będzie. Zabraliśmy się jednak za porządki, na które na co dzień zupełnie nie ma czasu. Może to kwestia złej organizacji? Nie wiem. Będę się starać znaleźć jakąś równowagę.
Najbardziej jednak cieszę się, że mogę usiąść na tym tarasie i pisać do Was te słowa.
Poznałam ostatnio małego chłopca, który chodzi do przedszkola o nazwie Sielankowo.

W tym czasie, na urlopie, chwili wytchnienia, samotności i spokoju - znajdźcie sobie swoje sielankowo. Ja już moje mam.




Pieczone ziemniaki z dipem serowo-czosnkowym

Składniki:
100 g fety
150 ml gęstego jogurtu greckiego 10 %
2 małe ząbki czosnku
2 łyżki posiekanego koperku
1 łyżeczka miodu
sól, pieprz (uwaga – feta już jest dość słona)

1 kg młodych ziemniaków

Przygotowanie: 
1. Przygotowujemy ziemniaki. Dokładnie je szorujemy. Przekładamy do osolonego wrzątku i gotujemy przez 20 minut.
2. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
3. Podgotowane ziemniaki spryskujemy oliwą. Przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy kolejne 20 minut.  

4. Przygotowujemy sos. Siekamy drobno czosnek, dodajemy go do jogurtu, do którego dodajemy koperek, miód i rozkruszoną palcami fetę. Mieszamy, doprawiamy. Podajemy z ziemniakami i zsiadłym mlekiem. 

Smacznego!

czwartek, 30 czerwca 2016

Zupa z młodą kapustką.



Publikacja dzisiejszego przepisu jest właściwie przypadkowa. Naprawdę, nie kalkulowałam, by w dniu meczu podzielić się z Wami przepisem na zupę z kapustką. Zajadam się nią ostatnio – tak krótko jest młoda i smakuje tak wyjątkowo. Stąd dzisiejszy przepis, ot co.  

Dobrze się jednak złożyło, prawda? 

Zdarza się nam oglądać mecze z telefonem w dłoni. Na głośnomówiącym mamy dziadka w Polsce. Komentujemy i kibicujemy wspólnie. Dziś zapewne będzie podobnie. Oglądamy w ten sposób także mecze siatkarzy i szczypiornistów – to nasze ulubione rodzinne dziedziny. Jakoś nie udało się dziadkowi, przynajmniej do tej pory, zarazić wnuki entuzjazmem do lekkoatletyki, który wszczepił mi we wczesnym dzieciństwie. Po wygranym meczu zawsze i obowiązkowo odśpiewujemy do słuchawki "Polska, biało-czerwoni". Chętnie dziś wróciłabym do tego rytuału. Kciuki w gotowości!  

Wiem, że do Polski wracają upały… Z tego powodu proponowanie Wam zupy, zamiast - by nie sięgać daleko – chłodnika, nie jest być może trafione. U nas jednakowoż upałów jeszcze w ogóle nie było, a o skrawku błękitnego nieba, że o słońcu nie wspomnę, zaczynam już śnić po nocach. 

Polecam Wam gorąco wypróbowanie tego przepisu, zupa z młodej kapustki w połączeniu z dipem czosnkowo-serowym jest naprawdę wyjątkowa.







Zupa z młodej kapusty 

Składniki:
½ główki młodej kapusty (ok. 450-500g)
ok. 3 szkl. bulionu warzywnego (może być również drobiowy)
garść pomidorków koktajlowych
½ pęczka koperku
2 łyżki masła klarowanego
1 łyżka oliwy z oliwek
4 łyżki wytrawnego białego wina
sól, pieprz 

Do podania:
50 g fety
75 ml gęstego jogurtu greckiego 10 %
1 mały ząbek czosnku
1 łyżka posiekanego koperku
½ łyżeczki miodu
sól, pieprz (uwaga – feta już jest dość słona)
pieczone ziemniaki  

Przygotowanie:
1. Kapustę myjemy, osuszamy, pozbawiamy głąba i szatkujemy.
2. Rozgrzewamy masło i oliwę na głębokiej patelni. Przekładamy kapustę, mieszamy. Po ok. 10 minutach podlewamy winem i małą ilością bulionu. Bulion będziemy dolewać stopniowo aż do uzyskania odpowiadającej nam konsystencji. Gotujemy ok. 15 minut – pilnując, aby kapusta się nie rozgotowała.
3. Pod koniec gotowania dodajemy umyte i pokrojone na połówki pomidory.
4. W czasie, gdy zupa się gotuje przygotowujemy sos.
5. Siekamy drobno czosnek, dodajemy go do jogurtu, do którego dodajemy koperek, miód i rozkruszoną palcami fetę. Mieszamy, doprawiamy.
6. Podajemy. Na talerzu układamy ziemniaki, wlewamy zupę. Przed jedzeniem rozprowadzamy sos w zupie. 






Smacznego!





piątek, 24 czerwca 2016

Tarta sernikowa z nektarynką.



Wychodzę na taras posłuchać ciszy przed burzą. Obserwuję jaskółki obniżające loty, ciężki lot gołębi szukających schronienia na szczycie starej brzozy (dałabym sobie rękę uciąć, ze słyszałam jej westchnienie). Wreszcie przychodzi i burza z kroplami deszczu jak cieciorka a po niej tęcza nad dachami domów naszych sąsiadów.  To, co musi się wydarzyć, po prostu się dzieje. Przynosi ulgę i nowe nadzieje. Zmiany są dobre. Potrzebne. Sztuką jest umiejętność akceptacji tego, co przynoszą. Przed Europą nowe wyzwanie. Kolejna ważna, jeśli nie – najważniejsza próba. Prosta konsekwencja niezdanych, by nie powiedzieć- zawalonych ostatnio egzaminów. Czy wreszcie wyciągnie z tego wnioski?

Na weekend polecam prostą i szybką w wykonaniu tartę. W sam raz do popołudniowej herbaty.







Tarta sernikowa z nektarynką

Składniki:
Na kruche ciasto:
250 g mąki pszennej (najlepiej typ 550)
125 g masła dobrze schłodzonego
1 żółtko
25 ml wody
40 g cukru
szczypta soli

Na warstwę serową:
440 g twarogu*
3 jajka
100 g cukru

Ponadto:
4-5 nektarynek

*do serników używam zawsze twarogu, który sama mielę. Jeżeli używacie, gotowego, trzykrotnie zmielonego twarogu wystarczy 400 g.

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruche ciasto. Do dużej miski wsypujemy mąkę, wkładamy masło pokrojone na drobne kawałki. Podszczypując czubkami palców łączymy mąkę i masło, aż otrzymamy mieszankę o konsystencji piasku. Robimy dołek w cieście i do środka wkładamy żółtko, wlewamy wodę, wsypujemy cukier i sól. Szybko zagniatamy ciasto, tak by miało jednolita konsystencję. Formujemy kulę i wstawiamy do lodówki, co najmniej na pół godziny lub nawet na cały dzień.
2. Po tym czasie wałkujemy ciasto i wykładamy nim formę do tart o średnicy 24-26 cm. Wystające ponad krawędzie formy ciasto ścinamy nożem. Nakłuwamy całe ciasto delikatnie widelcem.
3. Nagrzewamy
piekarnik do 180 stopni. Na ten czas wkładamy foremkę wyłożoną ciastem do lodówki, żeby się schłodziło.
4. Podpiekamy 15-20 minut.
5. Kidy ciasto podpieka się w piekarniku przygotowujemy warstwę serową. Jajka ucieramy na kogel-mogel z cukrem. Ukręcony kogel-mogel dokładnie łączymy z twarogiem.
6. Masę wylewamy na podpieczony spód.
7. Nektarynki podzielone na mniejsze kawałki układamy na wierzchu tarty.
8. Pieczemy jeszcze ok. 20 minut lub tylko do momentu, kiedy zetnie się warstwa serowa.
9. Przestudzamy na kratce. Podajemy.

 Smacznego!