Snow White Hot Cocolate with passion fruit.

 Kalendarze Adwentowe otwarte. Jednocześnie wydaje się, ze i 1 i 2 i nawet 4 grudnia przeminęły już z wiatrem… Jak dobrze, że wciąż mamy DCF77… Nie raz już pisałam o tym, jak bardzo lubię te moje z dziećmi nocne rozmowy szeptem po ciemku. Tak bardzo są wtedy skłonne do zwierzeń, otwarte, opowiadają jakby chętniej, tak…

Czytaj więcej

Light smoothie. Na upały.

  Wyruszamy w tropiki, czyli do Polski… Właściwie to mam nadzieję, że kiedy czytacie te słowa, my dotrzemy bezpiecznie do Wrocławia. A stamtąd już kierunek – Bieszczady.  Ponieważ upały uparte, polecam dziś Wam smoothie w wersji light. Na wodzie kokosowej, którą można zastąpić po prostu wodą, najlepiej dobrze schłodzoną.  – Ale dobre to smoothie –…

Czytaj więcej

Limonada de coco.

    Na progu lata leży słomkowy kapelusz i za małe płetwy. Zdziesiątkowane muszle, uwięzione w kieszeni letniej sukienki dwie garści piasku, pareo i torba plażowa oraz gazeta, której nikt już nie przeczyta. I wielkie nadzieje, jak wielki błękit. Na błogi spokój, ciekawych i życzliwych ludzi wokół, standardy jak z katalogów biur podróży, przygody z…

Czytaj więcej

Rabarbarowa granita i smoothie.

  Rabarbar. Uwielbiany przez jednych i znienawidzony przez drugich. Kompot z rabarbaru chyba nieźle się temu przysłużył… Cud-mąż do dziś odwraca się od niego z czymś, co śmiało można nazwać wstrętem na twarzy. A ja nie mam nic przeciwko niemu. Szklanka kompotu czy szklanka soku przyniesionego z marketu? Nie mam wątpliwości. Okaz z przeszłością. W…

Czytaj więcej

Dziewczyna ze smoothie…

Dzieci rosną. Niepostrzeżenie i z konsekwencją. Od radości, że oto właśnie „wyszliśmy z pieluch”, do smutnej konstatacji, że przestały przychodzić do nas w nocy, wygonione ze swoich snów jakimś koszmarem, mija chwila. Patrzymy na ich radość, kiedy nadchodzą kolejne urodziny, a one planują swoje imprezy, odliczają dni, kompletują listę gości i zachodzą w głowę nad…

Czytaj więcej

Lemoniada z melona, bazylii i limonki.

Jest 17.09. Stoję na peronie. Czekam na pociąg. Mój pociąg. W oczekiwaniu obserwuję ludzi biegnących podziemnym korytarzem, z pośpiechem wypisanym na twarzy. Mijają mnie Ci, którzy zdążyli jeszcze wskoczyć do środka odjeżdżającego pociągu. I ci, co dźwigają swoją rezygnację i rozczarowanie jak zbyt ciężki bagaż podr ęczny. Na podorędziu mają też nagle sporo czasu, nim…

Czytaj więcej

Red Ice Tea.

Są dni, które zaczynają się właściwie dobrze. Wczesnym / bardzo wczesnym (niepotrzebne skreślić) rankiem udaje się właściwie zrobić wszystko, co zaplanowane i nieprzewidziane (rezalizacja tego drugiego szczególnie cieszy, choćby w kontekście na 10 minut przed odjazdem autobusu szkolnego –  mama a dzisiaj do szkoły miałem przynieść…) Wychodzi się z domu z poczuciem dobrze opanowanych rutynowych…

Czytaj więcej

Korzenny cydr na gorąco.

  Krajobraz za oknem oprószony świeżym śniegiem. Wylizany ciepłym językiem dnia.    Pierwszy śnieg.  Jak pierwsze chwile miłości. Motyle w brzuchu. A potem już tylko narzekamy, że zimno i mróz.     Widoki za oknem samochodu oszałamiają. Tu w lesie wciąż jest jeszcze na tyle zimno, by śnieg utrzymywał równowagę na gałęziach drzew. W drodze powrotnej…

Czytaj więcej

Smoothies z buraczkami, gruszką i mrożonymi malinami.

  Pamiętam jak pewnego razu babcia zarządziła: – Pijemy soki! W czasach, gdy pijało się głównie kompoty i od święta oranżadę w woreczku, to było odważne posunięcie. Babcia przygotowywała nam soki w sokowirówce, była to głównie marchewka z jabłkiem (Dlaczego nie może być z samym tylko jabłkiem – pytałam zawsze) aż sokowirówka i tak już…

Czytaj więcej

Syrop pomarańczowy z cynamonem i żurawinami. Gdy wracam, lubię…

Kiedy wracam do domu lubię zachłysnąć się jego zapachem. Dusznawym w porze letniej lub bijącym chłodem, tak jak teraz. Lubię pomrukiwania kota spragnionego pieszczot, które elektryzują czubki palców i dłonie, aż po łokcie. Jakby mówił – A ja tak czekałam i czekałam. Jesteście wreszcie. Jak dobrze. Jak. Dobrze. Lubie spokój domu, w którym przez ostatnie…

Czytaj więcej