Rozmowy przy kawie. Rozmowa z Zuzanną Orlińską, autorką i ilustratorką „Matki Polka”.


Pamiętacie jak tydzień temu pisałam Wam o „Matce Polka”. Obiecałam Wam wówczas kolejną Rozmowę przy kawie z jej autorką, Zuzanną Orlińską. Oto ona. Zgodnie z obietnicą na końcu znajdziecie pytanie konkursowe. Pierwsza osoba, która udzieli poprawnej odpowiedzi otrzyma egzemplarz „Matki Polka” z autografem Zuzanny.

Zapraszam do lektury.

– Nie ma książek dla dzieci?
 – Nie ma książek dla dzieci w tym znaczeniu, że dobra literatura dla dzieci jest uniwersalna i może być czytana także przez dorosłych. Książki dla dzieci mogą dostarczać czytelnikowi podobnych wzruszeń, co te dla dorosłych i nie chodzi mi tylko o nostalgię związaną z powrotem do lektur dzieciństwa. W gruncie rzeczy najlepsze książki, czy to dla dzieci czy dla dorosłych, traktują zawsze o kilku najważniejszych dla człowieka sprawach.
– Które z Twoich lektur z dzieciństwa są ważne dla Ciebie już jako osoby dorosłej?
– Wszystkie! Wszystkie są ważne, chociaż nie do wszystkich wracam. Jeśli chodzi o książki, które nadal czytuję jako osoba dorosła, to na pewno jest to wspomniana na mojej stronie „Królowa Sola” Irmelin Sandman Lilius, powieści Małgorzaty Musierowicz, „Tajemniczy ogród”… Do wielu książek wracam dzięki temu, że czytam je teraz moim dzieciom, i z tego bardzo się cieszę. Są też takie, których nie przeczytałam lub nie podobały mi się w dzieciństwie, a teraz poznałam je dzięki mojemu synowi i uważam za bardzo ważne i piękne, np. seria o Muminkach.
– Czy w związku z tym zdarzyła Ci się sytuacja, że Twoja ulubiona, zaczytana książka z dzieciństwa nie spodobała się Twoim dzieciom? I co takiego nie podobało Ci się w Muminkach a doceniłaś dopiero teraz?
– Dzieci jeszcze nie do wszystkich książek mojego dzieciństwa dorosły, więc trudno na razie ocenić, czy będą im się podobały. Jak dotąd mój syn nie przebrnął tylko przez „Mary Poppins”, ale to chyba dlatego, że najpierw zobaczył film (od tej pory mamy zasadę, że nigdy nie oglądamy ekranizacji przed przeczytaniem książki). Nie skończył też jednej z ulubionych książek mojego męża i mojej „Krainy Sto Piątej Tajemnicy” Zbigniewa Żakiewicza, ale kto wie, może jeszcze do niej wróci. Co do Muminków – w dzieciństwie miałam i lubiłam tylko jeden tom, „Opowiadania z Doliny Muminków”, a trochę później od przeczytania pozostałych tomów odpychała mnie egzaltacja, w jaką Muminki wprawiały niektóre moje szkolne koleżanki. Każda myślała o sobie, że jest Małą Mi! I wszystkie oczywiście były zakochane we Włóczykiju. Parę lat temu dopiero przeczytalam wszystkie tomy i byłam pod wrażeniem. To są poważne książki o poważnych sprawach.  
– Podobnie jak „Matka Polka”. Jak zrodził się pomysł na tę książkę?
– To najtrudniejsze pytanie! Kto wie, skąd w ogóle biorą się pomysły? Najpierw chyba przyszedł mi do głowy tytuł, taka gra słów. A potem dopiero pojawiła się sama bohaterka.  A skąd ona się wzięła? Myślę, że zawdzięcza swoje istnienie kilku wyrazistym kobiecym osobowościom. Może powinnam zacząć od tego, że we wczesnej  młodości miałam mnóstwo kolegów i bardzo mało koleżanek. Zupełnie nie interesowały mnie „babskie” spotkania, omawianie tego, co kto na siebie włożył itp. Dopiero kiedy spodziewałam się pierwszego dziecka, doceniłam kobiety. Matka Polka ma cechy co najmniej dwóch osób, które w tym czasie udzieliły mi wsparcia i pozwoliły zrozumieć siłę, jaką mogą dysponować kobiety.
– Możesz opowiedzieć coś więcej o tych inspirujących kobietach?
– To są takie kobiety-wojowniczki. Matka Polka zawdzięcza im swoją energię i odwagę. I to, że czasami potrafi być groźna. A i pewne cechy zewnętrzne odziedziczyła po znanych mi kobietach, np. to, że jest taka duża.
– Ma długie nogi i długie ręce i włosy koloru rdzawobrązowego, skręcone w maleńkie sprężynki…i trzeba przyznać bardzo energicznie walczy z brakiem wyobraźni. Z czym jeszcze i dlaczego?
– Z brakiem wyobraźni na pewno, chociaż gdzieś tam pada taka kwestia, że ważne jest, do czego się tej wyobraźni używa. Myślę, że  drażni ją bezmyślność, bezkrytyczne przyjmowanie jakiegoś przekazu, niezależnie od tego, czy chodzi o rzeczywistość gry komputerowej czy o język, jakim posługują się reklamy. I że chciałaby Polka nauczyć przede wszystkim umiejętności samodzielnego myślenia.
– Wyczuwa się w niej wiele buntu i chęci walki. Myślisz, że kiedyś się uda? Przegonić wszystkie te „dziwożony telewizyjne, inaczej zwane telestrzygami reklamowymi”?  
 – Nie wiem, czy się uda, ale próbować trzeba…   
– Ale Matka Polka bywa też bezradna. I ta scena bezradności jest jedną z najbardziej wzruszających w Twojej książce…
– Takiej chwili bezradności  każdy chyba kiedyś w życiu doświadczył. Rzadko natomiast zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze dzieci widzą te nasze momenty słabości czy załamania, i że w jakiś sposób na nie reagują. 
– A gdybym zadała Ci pytanie typowe dla tych, które wciąż stawiają dzieci: Po co, dlaczego powstała „Matka Polka”?
– Bardzo trudno byłoby mi na nie odpowiedzieć.
– Spróbujesz?
 – To może tak: jedną z ulubionych książek moich i mojego syna jest „Nasza mama czarodziejka” Joanny Papuzińskiej. Mama czaruje tam przy pomocy takich „maminych” umiejętności: a to księżycowi doklei rożek z ciasta, a to na szydełku zrobi kapturek, który uratuje przed zawaleniem starą dzwonnicę, a to chmurę burzową przepierze. Nie mogę powiedzieć, że ta książka się zestarzała, bo dobre książki się nie starzeją. Ale w dzisiejszych czasach mamy, żeby sobie poradzić, muszą użyć nieco innych umiejętności. I po to, żeby o tym opowiedzieć, powstała „Matka Polka”.
– Jak reagujesz na próby porównywania Matki Polka z innymi książkami, szukania literackich pierwowzorów?
– Do tej pory tylko raz spotkałam się z taką próbą poszukiwania literackiego pierwowzoru dla „Matki Polka”. Na pewnym blogu przeczytałam, że Matka Polka to jest dorosła Pippi. Tego typu opinia może mi tylko pochlebiać! Na pewno można odnaleźć w mojej książce ślady tego, co sama w życiu przeczytałam. Niektóre nawiązania do literatury stosuję całkiem świadomie.
– Wydaje się, że dom to królestwo, w którym niepodzielnie włada i działa Matka. Tata Polka to osoba ledwie w książce zarysowana, choć z pewnością ciekawa.Będzie więc opowieść i o nim, tak jak częściowo zapowiada to koniec książki?
– Nie wiem, czy będzie opowieść o ojcu Polka, bo on jest raczej osobą, która woli trzymać się w cieniu. Ale nie wykluczam, że jeszcze się pojawi.
– Jak ilustruje się książkę przez siebie napisaną?
– Trudno się ilustruje. Nie chciałam tego sama robić, myślałam, że ktoś inny zrobiłby to lepiej. Przekonało mnie wydawnictwo. Najtrudniejsze było wymyślenie samej postaci matki Polka, kiedy ona się pojawiła, a właściwie – kiedy się pojawiły jej włosy, poszło już dużo szybciej.
– Dlaczego to było takie trudne?
– Szukałam jakiejś konwencji, stylu ilustrowania, który pasowałby do tej postaci. Gdybym ją na przykład narysowała delikatnie pastelami, to już nie byłaby ta sama osoba, prawda? Dlatego kiedy wymyśliłam te włosy sterczące na wszystkie strony i podążające za matką Polka jak wielka ruda chmura,  już wiedziałam, że to będzie miało podobną energię i rozmach.
– Jak długo trwały prace nad książką?
– Prace nad książką trwały długo, bo pisałam ją w chwilach wolnych od innych prac i zajęć, a takich chwil nie mam niestety zbyt dużo. Prawie dwa lata zbierałam i zapisywałam tych kilka opowiadanek.
– W prace nad Matką Polka zaangażowany był także Twój mąż…
– Mój mąż zajmował się opracowaniem strony internetowej dla „Matki Polka”. Zrobił też, wykorzystując moje ilustracje, animowaną zapowiedź książki, którą umieściliśmy w internecie. 
– Nad czym teraz pracujesz? 
– Teraz robię sporo ilustracji, bo z czegoś trzeba żyć:) Ale staram się też cały czas coś pisać, z tym, że to, co teraz piszę to historia w zupełnie innym klimacie i duchu niż „Matka Polka”.
– Rozumiem, że pewnie nie chcesz zdradzać szczegółów na temat nowego projektu? Ilustrujesz podręczniki, jakie książki z Twoimi ilustracjami możemy jeszcze znaleźć w księgarniach?
– Na temat nowego projektu rzeczywiście nie chcę zbyt dużo opowiadać. Jeśli chodzi o książki z moimi ilustracjami, to w najbliższym czasie ukaże się „Julek i Maja w labiryncie”, książka, która opowiada o tym, co się dzieje w ludzkim mózgu w konwencji gry komputerowej. Muszę powiedzieć, że to jedne z najtrudniejszych ilustracji, jakie kiedykolwiek miałam do zrobienia. Natomiast teraz pracuję nad książka o instrumentach muzycznych – kolejny trudny temat.
– Twoi rodzice to znani i uznani polscy plastycy,  ilustratorzy. Jak wspominasz czasy swojego dzieciństwa? Możliwość obserwacji ich warsztatu, całego procesu związanego z wydawaniem książek?
– To było bardzo przyjemne, chociaż ja oczywiście nie widziałam w tym wtedy nic szczególnego. Ale to prawda, że dużo książek przeczytałam w postaci maszynopisu, bo czytałam wszystko, co rodzice ilustrowali. I najbardziej lubiłam bawić się farbami, takimi plakatowkami Windsora w słoiczkach. One miały różne przygody, a nazwy kolorów to były ich imiona, np. Emerald albo Cobalt. A tak na poważnie – kiedy sama zaczęłam robić ilustracje,  obserwacja warsztatu rodziców bardzo się przydała, bo pewne kwestie techniczne były dla mnie oczywiste.  
– Niedobre książki tak jak złe zabawki szkodzą. A jakie książki dla dzieci to według Ciebie złe książki?
– Myślę, że jednak książki przynoszą zdecydowanie więcej korzyści niż szkody:) Jedyne książki, które uważam za szkodliwe, to adaptacje klasyki literackiej, które w barbarzyński sposób obchodzą się z oryginałem. Np. skrócone baśnie Andersena ze zmienionymi zakończeniami. Widziałam na własne oczy taką wersję „Dziewczynki z zapałkami”, w której na końcu zjawiają się dobrzy ludzie i adoptują sierotkę. Nie dość, że to wbrew autorowi, to jeszcze napisane jest zazwyczaj topornym językiem, który zniechęca dziecko do sięgnięcia po oryginał. 
– Co sprawia, że sięgasz po konkretną książkę? Czym kierujesz się przy jej wyborze?
– Trudno powiedzieć. Przeważnie kieruję się opiniami osób, które mają podobne upodobania czytelnicze jak ja. Czytam recenzje w gazetach, fora i blogi internetowe. Ale zdarza się też, że zaciekawi mnie okładka w księgarni.
– Chciałabym Cię jeszcze zapytać o Twoich Misytrzów, ilustratorów książek dla dzieci, których cenisz najbardziej.
– Musiałabym wymienić bardzo, bardzo dużo nazwisk, bo tak wielu mam ulubionych ilustratorów. Może powiem tylko o tych trochę zapomnianych: otóż jestem pełna podziwu dla polskich grafików, którzy w książkach mojego dzieciństwa rysowali ilustracje kreskowe – skromne, czarno-białe, ale znakomite. Poza najbardziej znanymi, jak Szancer czy Uniechowski, było  jeszcze wielu świetnych: Bogdan Zieleniec, Leonia Janecka, Stanisław Rozwadowski, Andrzej Jurkiewicz. Teraz już nie ma takich ilustracji: rysowanych piórkiem, lapidarnych, ale realistycznych, czegoś takiego w ogóle się nie widuje w książkach. A to byli prawdziwi mistrzowie.
– I ja uwielbiam ten styl, jedną z moich ulubieńszych książek była „Babcia na jabłoni” z ilustracjami Mirosława Pokory. Czy jest książka, o której zilustrowaniu marzysz?
– Nie, jakoś nie marzę w ogóle o ilustrowaniu.  Ale za to jest kilka takich, które bym chciała napisać:)
– Twoja książka porywa fantazją… gdybym Cię więc zapytała… Zuzanna Orlińska za 10 lat? Kim będzie?
– Nie wiem. Obcowanie z dziećmi nauczyło mnie, że lepiej nie robić dalekosiężnych planów. Wystarczająco trudno jest mi wyobrazić sobie i zaplanować następny dzień. 
– PMP czyli Prawdziwa Matka Polka, choć niezwykła, jest bardzo autentyczna. Chciałoby się być taką jak ona. Dziękuję Ci za tę książkę, za wszystkie wzruszenia, uśmiech, radości i przemyślenia, których dostarczyła, myślę, że nie tylko mnie, ale i wielu innym czytelnikom.
– I ja Ci bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę. 
A oto pytanie konkursowe. Nagrodzona zostanie pierwsza pełna i poprawna odpowiedź.
Jaka postać literacka podobnie jak matka Polka studiowała na uniwersytecie w Salamance?
Nagrodą jest egzemplarz „Matki Polka” z autografem Zuzanny Orlińskiej.

Zuzanna Orlińska – studiowała na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w pracowni ilustracji prof. Janusza Stannego. Pracowała jako ilustrator dla wydawnictw książkowych i pism.  Współpracowała przy tworzeniu aplikacji multimedialnych i teledysków, m.in. jako autorka scenariuszy.
Stworzyła również stronę o książkach dla dzieci (http://www.kiedybylammała.art.pl/) Na ten temat pisuje także do internetowego magazynu bukinistycznego „Archipelag”.
13 comments Add yours
  1. Aniu, mnie się wydaje, Don Kichot z La Manchy, ale teraz biegnę do pracy i dopiero wtedy przeczytam post – teraz przeczytałam tylko pytanie konkursowe…

  2. nie znam odpowiedzi na pytanie, ale niezmiernie miło było poczytać przy porannej kawie taką ciekawą rozmowę. Bardzo dziękuję za tą przyjemność i pozdrawiam serdecznie.
    Książkę zakupię niezwłocznie- dla siebie, a jakże!:)

  3. Ciekawa rozmowa o pięknych książkach przy akompaniamencie wspaniałej Stacey Kent to naprawdędobra rozgrzewka przed po południową dawką nauki ;))
    Choć do tej pory tylko anonimowo podczytywałam ten blog, wczoraj wspomniałam o nim na swoim i teraz chyba już nie wypadatak całkiem anonimowo podglądać.
    Dziękuję za wspaniałe teksty i jescze wspanialsze przepisy
    Kinga

  4. Anno, kolejna ciekawa rozmowa przy kawie.Pięknie jest poznawać różnych ciekawych Ludzi, wiedzieć dlaczego coś robią, jakie mają cele,jacy są…
    Z odpowiedzią jak zwykle się spóźniłam.Cóż, konkursy nie są moją mocną stroną.
    Serdeczności!

  5. Dziewczyny Drogie,
    dziekuje Wam wszystkim za te mile slowa, w imieniu Zuzanny i swoim.
    A wygranej w konkursie gratuluje Jswm, ktora odpowiedziala prawidlowo, chodzilo o Pana Kleksa. Jswm prosze o kontakt ze mna: mamana3101@gmail.com
    Pozdrawiam serdecznie
    Anna

  6. Anno, cudowne te Twoje rozmowy przy kawie. Ja mogę je czytać ciągle od nowa i cieszę się, bo są moją inspiracją – Matka Polka będzie książka, którą na pewno kupię, lub zamówię przy najbliższej wizycie w księgarni.
    Buziaki przesyłam pozostając w oczekiwaniu na kolejne Rozmowy…
    :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *